Wczoraj wieczorem zakończyła się druga tura wyborów prezydenckich i lokalnych. Wygrało WMRO-DPMNE, partia odwołująca się do macedońskości, do starych symboli z czasów Filipa i Aleksandra, której najmłodsi członkowie nie rzadko wołają “czysta Macedonia” przy okazji wszelakich manifestacji, nie mając na myśli śmieci fruwających po ulicach Skopje. Prezydentem został WMRO-wiec Gjorgje Ivanow, pobijając głównego rywala z liberalnej partii SDSM, Frczkovskiego. Większość moich znajomych ubolewa nad nową władzą gdyż zwycięstwo konserwatywnej WMRO oznacza krok w stronę nacjonalizmu i sztucznego patriotyzmu, opartego na kulcie Verginy, Aleksandra i cerkwii prawosławnej. Prawie 60% Macedończyków w ogóle nie wzięła udziału w wyborach twierdząc, że nie głosowali, ponieważ nie było na kogo. Szczególnie dla Albańczyków wybór: Frczkovski-Ivanov, w ich mniemaniu wyborem nie był.
A piszę o tym też dlatego, by podzielić się uczuciem ulgi z okazji zakończenia przed i między wyborczej gorączki. Jeszcze teraz Skopje przypomina choinkę upstrzoną plakatami i ulotkami a w uszach nadal dźwięczy mi echo partyjnych piosenek i haseł, które przez minione kilka tygodni rozbrzmiewały z większości punktów wyborczych i partyjnych w całym mieście. Miałam wrażenie, że cała formalna Macedonia koncentrowała przerażającą większość energii na emitowanie chwytliwych haseł, podczas gdy wszystkie inne dziedziny życia doświadczyły paraliżu. Na przykład “Agencija za Mladite i Sport“, do której złożyliśmy projekt na początku lutego a którego wyniki miały być w marcu… na przykład Szutka, której gmina miała zastanowić się nad udostępnieniem miejsca na prowadzenie warsztatów… Na szczęście macki polityki nie mają mocy by opleść życie prywatne; nie mają też wpływu na smak kawy po turecku ani szopskiej salaty, nie są w stanie zamknąć klubów ani zasłonić słońca. Od piątku w Skopje jest prawdziwa wiosna, przyszła wieczorem:)

