Szesnastego października minęła druga rocznica śmierci Toše Proeskiego, piosenkarza zwanego „aniołem” i wielbionego przez większość Macedończyków. Nawet nie będąc w Macedonii nie da się zapomnieć tej daty – większość macedońskich statusów na popularnych portalach społecznościowych i komunikatorach odwoływało się tego dnia wyrażając żal, ból pamięć.
Macedońskiego fenomenu Toše nie da się zrozumieć w oderwaniu od lokalnego i kulturowego kontekstu. Macedonia jest mała – wielkości porównywalnej do województwa lubelskiego – co przy dwumilionowej społeczności sprawia czasem wrażenie wyjątkowo dużej rodziny rozszerzonej (ang: extended family). Jeśli ktoś nie poznał muzyka osobiście, to przynajmniej zna kogoś z jego krewnych, bliskich znajomych lub znajomych-znajomych, tak że posiada swoją osobistą historię związaną z Toše; o spotkaniu, wspólnej fotografii lub chociaż o wrażeniach z koncertu. Między ludźmi krąży wiele takich historii, urastających do przypowieści szczególnie w dni takie jak rocznica śmierci lub urodzin, gdy do Krušewa, gdzie jest pochowany, jeżdżą specjalnie zorganizowane autokary z różnych miast Macedonii.
