Szetając z kłamliwym licem
Opublikował/a Eyen w dniu czerwiec 15, 2009
Dla większości tubylców mentalna mapa dzielnicy Shuto Orizari ogranicza się do przestrzeni handlowej. Praktycznie całe Skopje ubiera się wszak w Szutce, gdzie możesz znaleźć importowane głównie z Turcji wszelkie kolory, kształty i rozmiary odzieży i obuwia, wśród których krzyczą Lacosta, Nike, Adidas i niezastąpione D&G. Oprócz jęków mody za kilkaset denarów można tam kupić kolczyki i bransoletki, kosmetyki, trochę naczyń, filmy i płyty z muzyką, w tym z lokalnych wytwórni. A wszystko „so popust”, znaczy okazyjnie, po przecenie.
Mało kto zapuszcza się w boczne uliczki Szutki, gdzie obok niewielkich sklepów, piekarni i baraków stoją wille i restauracje, kafejki internetowe i kawiarnie, a życie wprost tętni, także nocą.
„…na dyskotekę do Szutki?? …” wyraz twarzy rozmówcy zdradza chwilowe podejrzenia w stosunku do mojej psychicznej stabilności. A jednak Romowie nie znikają z powierzchni świata po zamknięciu straganów, a ich egzystencja nie ogranicza się do grupy dzieci i kalek proszących o pieniądze na Plosztad, w centrum Skopje.
Na dyskotekę do Szutki zostałam zaproszona przez jednego z młodych wolontariuszy z centrum „Sakam Da Znam” (tłum: chcę wiedzieć) działającego przy lokalnej przychodni medycznej. Do centrum po raz pierwszy trafiłam niecały miesiąc temu, szukając miejsca na prowadzenie warsztatów z młodymi Romami. Pozwolę więc sobie na rekapitukację
Sakam Da Znam to grupująca młodzież organizacja zajmująca się seksualnością i zdrowiem reprodukcyjnym. Poza prowadzeniem bezpłatnej poradni ginekologicznej, dermatologicznej i psychologicznej, Cenrtum skupia grupę młodych ludzi szkolonych jako peer-educators. Z owym Centrum przez czas jakiś współpracowała Anica, nowa koordynatorka EVS w mojej organizacji, która jednym telefonem zakończyła moje prawie dwumiesięczne, samotne poszukiwania, bezowocne chyba z samego założenia w miejscu, gdzie codzienność kreowana jest „preku vrski” (tłum: przez związki, znajomości). Fart chciał, że moja pierwsza wizyta w Centrum trafiła akurat w środek przygotowań grupy młodzieży do wystawienia sztuki teatralnej o tematyce bliskiej priorytetom Centrum.
Aparat – magiczne narzędzie przekraczania granicy swój – obcy sprawił, że w miejcu nieufności pojawiła się pierwsza relacja a język Romski zamienił się w Macedoński. Jako samozwańcza fotografka grupy zaledwie kilka dni później oglądałam premierę przedstawienia na Wydziale Teatru i Dramaturgii w Skopje.
„Chodząc z Kłamliwym Licem” to klika krótkich, lecz bardzo odważnych scen poruszających problematykę dyskryminacji, praw człowieka, seksualności. Przez zasłonę z półprzezroczystej siatki oglądałam przypowieści o gejach, lesbijkach, narkomanach, masturbacji, dyskryminacji ze względu na płeć, religię i przynależność etniczną. W ostatnim akcie Mistyk przecina zasłonę w kilku miejscach, pozwalając na – choć częściowy – coming out. Sztuka bardzo odważna, szczególnie w Macedonii, gdzie na wydziale psychologii można jeszcze spotkać profesorów twierdzących, że homoseksualizm, jako chorobę, powinno się leczyć.
Gdy już przekroczy się pierwszą granicę dystansu, młodzi Romowie okazują się być bardzo otwarci, pełni energii i życia. Być może ze względu na wielodzietność rodzin i przyzwyczajenie do bliskości, dystans fizyczny w Shuto Orizari jest zdecydowanie mniejszy niż „nasz” (polski) i „nasz” (skopski). Jakkolwiek stereotypowo lub mitomańsko by to nie brzmiało, są bardziej „naturalni”, przez co rozumiem mniejszy dystans do cielesnego wymiaru człowieczeństwa, w dużej mierze wolny od kulturowych norm regulujących sposób jedzenia, mówienia o potrzebie pójścia do toalety, siedzenia na krześle, tańczenia.
W filmie „Crossing the bridge – the sounds of the Istanbul” pada stwierdzenie, że gdyby każdy człowiek był Romem, świat byłby pełen radości; owa radość rodzi się w muzyce, w talencie do pieśni i tańca, z którym Romowie zdają się rodzić. Na początku maja, zaraz po pierwszej wizycie w Centrum, zostałam zaproszona na sobotnią imprezę z okazji mijającego święta Gjurgov Den (Dzień Św. Jerzego, 6 maj). W położonej na końcu głównej ulicy Szutki restauracji „Mateks”, przy zgromadzonej publiczności i udekorowane scenie odbył się „Idol” na żywo, w wersji romskiej. O ile z gustami się nie dyskutuje, romskie poczucie smaku znacznie różni się od stonowanej, czasem wręcz smutnej „europejskiej” elegancji. Gwiazdy sceny Szutki błyszczały srebrem, złotem, jaskrawym różem i fioletem, krzyczały zielenią, czerwienią, błękitem, połączonymi z barwnym makijażem, wyżelowaną/ozdobnie strzyżoną/upiętą fryzurą. Prowadzący imprezę, chudy i wysoki, nosił srebrny, metalicznie błyszczący garnitur, a główna gwiazda wieczoru strój podobny, lecz w wersji kolorystycznej pstrokatego, perlisto wzorzystego różu. Kandydaci konkursu śpiewali po dwie pieśni, których wykonanie oceniało jury; co ciekawe, na liście wybranych bardzo często pojawiał się Tose Proeski. Moje serce zdecydowanie zdobył głos kobiecy: malutka, czarnowłosa dziewczyna, jak bombonierka, przystrojona i świecąca. Do dźwięków Szutki wkradają się nuty indyjskie i taka też była piosenka śpiewana przez dziewczynę, a właściwie dziewczynkę – miała zaledwie 14 lat.
Większość Romów wygląda na starszych, bardziej rozwiniętych fizycznie niż ich rówieśnicy z „zachodu”; może to kwestia odcienia skóry, a może geny – antropologia fizyczna nie jest jednak mile widzianym kierunkiem rozważań;)
Na dyskotece odważyłam się zatańczyć; z Julio i Merciną, którzy wyprowadzili nas prawie w samo centum dyskotekowych snopów światła. „Ale ty umiesz!” – dowiedziałam się, pewnie dla odwagi;) Z zadziwiająco wielu stron zaczynają się pojawiać nieśmiałe pytania: jak będziesz jeszcze iść na disko do Szutki, to ja też chcę. Wraz z młodzieżą z Centrum doszliśmy do wniosku, że może to być nie głupi pomysł; dyskotekowy most międzykulturowy, odczarowujący Szutkę:)














