Wielkanoc

 

Dla młodych ludzi mieszkających w Skopje, sacrum i profanum nie wykluczają się nawzajem i zdają się współgrać niczym czerń i biel na symbolicznym przedstawieniu zwanym znakiem tao. W wielką sobotę prawosławni zbierają się przed cerkwiami przezd północą, w oczekiwaniu na zmartwychwstanie. Wierni trzykrotnie okrążają cerkiew, trzymając w dłoniach zapalone świece, a po północy wchodzą do cerkwi, by przypieczętować spotkanie. Wśród młodzierzy, największą popularnością cieszy się Soborna Crkva – największa, główna cerkiew w centrum miasta. Kiedy po 23:00 dotarłam na miejsce, zdziwił mnie tłum ludzi, tak duży, że o wejściu do cerkwi nie było mowy. Nie widziałam też owych okrążeń świętego miejsca, stojąc ze znajomymi, znajdowałam się w grupie tych, którzy uroczystość Wielkosobotnią łączą ze spotkaniem towarzyskim. Brak uczestnictwa w okrążaniu i wchodzeniu do cerkwi, tłumaczy się zbyt dużym tłokiem a samo świętowanie posiada szeroki wachlarz dowolnych interpretacji; niektórzy rozpoczęli spotkania z alkoholem już przezd przyjściem do cerkwii.

… continue reading this entry.

poganski metal - koncert w Prilepie

Jak wiadomo, pierwszym miejscem stworzonym przez Boga był Prilep,a właściwie Warosz (teraz dzielnica), do którego Prilep się „przylepił”. Drogę z Prilepu do Skoje nazywa się „drogą ewolucji”, a mieszkańców Prilepu – małpami. Obecinie miasto jest „czyste”, co w pojęciu Macedończyków dnosi się do etniczności („czystość” to brak Albańczyków, nie dotyczy ona, licznych w Prilepie, Cyganów).

 

Na początku kwietnia, ze względu na sympatię do znajomych :) pojechaliśmy do Prilepu na koncert metalowy w klubie Aporea. Grały dwa zespoły: pogańsko-metalowy (Maras), i metalowy w ciężkim wydaniu (Formless Terror). W owej pogańskiej kapeli, wokalistą jest student etnologii z Gevgelji; znajomy basista, z Prilepu, studiuje historię w Skopje. Oba kierunki zarysowują zainteresowania zespołu : muzycznie - metalowo; tekstowo- patriotycznie, antychrześcijańsko i propogańsko. Zachecam do zajrzenia na http://www.myspace.com/marashorde

Druga kapela zagrała kilka kawałków które moje delikatne ucho spoiło w jeden bodziec skłaniający do opuszczenia klubu :)

 

 

Nieformalna mapa Skopje: niebezpieczne areały

Ostrzeżenia przed bit pazarem, prywatnymi autobusami, dzielnicą Gazi Baba, Szutką, należą do najczęstszych komunikatów, jakie słyszę z ust Macedończyków.

Nieformalna mapa Skopje: akademiki

Poza funkcją mieszkalną, to miejsca spotkań i imprez. Najbardziej luksusowy akademik to były hotel Pelagonia. Kilkadziesiąt dinarów otwiera przestrzeń turbo-dźwięków w specjalnie do tego celu przeznaczonej sali na najniższym poziomie budynku. Można kupić piwo i koniak i skonsumować je stojąc w tłocznej, gorącej atmosferze. Na imprezach tego typu, tanczący zwylke zbierają się w małe okręgi wzajemnej adoracji. Na turbo-żurce w Pelagonii byłam tylko raz. To miejsce „szmizlersko-fraerskie”; strój dziewczyn przypomina trendy mody sowieckiej; obowiązkowe obcasy, wąskie spodnie, fryzura, makijarz; wśród chłopaków króluje żel, biodrówki ze złoto-srebrnymi haftami, hitem jest różowa koszula. Mimo gorąca, zabronione jest przesadne rozbieranie się; na widok białej koszulki bez rękawów reaguje ochrona, gdy nosicielem owej jest chłopak. W Pelagonii można tańczyć, muvać się, pobić, lecz nie leży w dobrym tonie bycie zbyt prywatnym, osobistym. Bieliźniana koszulka razi w oczy wśród D&G.

Największy areał studenckiego życia to Stiff – zespół baraków i bloków, które pomimo gorszych warunków sanitarnych (wc i prysznic są własnością duuużej wspólnoty) uchodzą za najlepsze miejsce pod względem życia towarzyskiego. Boisko, ławki pomiędzy barakami, oddzielny budynek przeznaczony na użivanje żivota – koncerty i imprezy. Stiff odwiedzają takie gwiazdy jak Vrcak, król macedońskiego turbo-rapu, na plakacie obleczony w pastelowy t-shirt z wizerunkiem Bogurodzicy.

 Nasz trzymiesięczny dom, Senik`, to były internat dla uczniów szkoły średniej, od czterech lat dzielony także ze studentami. Ze względu na obecność małoletnich, a także mentalność władz, Senik` to strefa specyficznego rygoru: po północy nie wolno przyjmować gości, wejście obcych wymaga formalizacji, a świętowanie urodzin poza własnym pokojem – zgody administratora. Z drugiej strony, akceptowane i powszechne jest wyrzucanie śmieci przez okno; na trawniku przed budynkiem leży wszystko: butelki, pety, puszki, opakowania wszelkiego rodzaju i resztki posiłków (dla miejscowych psów;)). Wyrzucanie śmieci może służyć rozrywce lub być aktem zemsty, gdy z odpowiednim rozmachem celuje się w metalowy dach przylegający do okna ex-współlokatorki. Jest to także wyraz troski o zapewnienie pracy sprzątaczkom.

W każdą niedzielę, na terenie przylegającym do internatu, można podziwiać sprzedajace się samochody (kola se prodava). Targ wywołuje emocje, których wyrazem są okrzyki w stylu „ej, cuco!” lub, w przypadku mniej komunikatywnych panów, cmokanie i gwizdy.  Atrakcją Senika jest kafejka internetowa, której właściciele odznaczają się zamiłowaniem do rodzimych, albańskich hitów i regularnych imprez, podczas których mieszają się piwo i oro. Okolica Senika, jako zamieszkała przez Albańczyków, uchodzi w oczach Macedończyków za obszar niebezpieczny, szczególnie po zmroku, gdy pod pobliskim wiaduktem gasną światła.

Ostatnio przez Senik przeszła fala plakatowania: od posterów informujących o imprezach czy o kolejnym proteście w sprawie imienia, po plakaty i ulotki promujące antykoncepcję.

Nieformalna mapa Skopje: Kluby, kawiarnie

New Age

Kawiarnia urządzona w stylu inspirowanym orientem, której właściciele gromadzą psy i koty, mają oczko wodne z rybami i kaczki. New Age to stary, parterowy dom, którego kilka pokoi zamieniono w przestrzeń do siedzenia na fotelach, kanapach, leżących na dywanie poduszkach. Muzyka to dub, orient, electro, Mizar:). Można napić się herbaty- ziołowej, tureckiej lub kawy. Hitem jest grzane wino podawane w małym, glinianym czajniczku i nargil. Podobno New Age stracił swój dawny klimat i obecnie uważa się za drogie miejsce, dla turystów. Mimo to – przyjemne, o ile nie trafi się na psią kupę :) Mówi się, że oprócz New Age, podobny styl ma Orient, tyle że bez kup.

Marakana i Castro

Kluby rockowo-metalowe, jeden niedalego parku miejskiego, drugi przy dworcu kolejowym w centrum, niedawno re-otwarte po miesięcznej przerwie w działalności ze względu na kłopoty z rachunkami fiskalnymi. Do Marakany wchodzi się po schodach, do dużej sali, na której końcu jest scena goszcząca co tydzień zespoły, grające głównie covery. Koncerty bardziej znanych, jak Mizar czy zagraniczne kapele, odbywają się w Castro. W Marakanie w cenę wstępu wliczone jest piwo, wódka, martini lub koniak. W Castro za wjazd płaci się lub nie, w zależności od wieczoru. Bilet na Mizar, dla przykładu, kosztuje 200 denarów. Oba kluby przyciągają głównie młodzież „underground`ową”, ale też osoby, które mając za sobą metalowy image, przychodzą by spotkać starych znajomych. Underground pachnie zachodem: koszulki i bluzy Iron Maiden, covery The Doors i Pearl Jamu. W klimacie jest mieć dready, kolczyk, czasem tatuaż. Nikogo nie dziwi zapach trawy.

B2

Jedno ze szmizlerskich, snobistycznych miejsc, gdzie za kieliszek wódki płaci się 100 denarów, a sala podzielona jest na parkiet i „widownię”. Plastikowe disco-techno, żel i dekolty, atmosfera sprzyjająca miłości na chwilę. Ledwo da się przeżyć, niemożliwe jest polubić. Przed wejściem do klubu stoją ochroniarze w garniturach, którazy kontrolują ilość wchodzących po czerwonym dywanie.

Colosseum

Największa dyskoteka w Skopje, goszcząca światowych DJ-ów. Jako że jeszcze tam nie byłam, gęsty opis zostawiam na później ;) http://www.colosseum.com.mk/home.php

Nieformalna mapa Skopje: gdzieś w sercu miasta

Majka teresa

„Kaj majka Teresa” (pod matką Teresą) – to miejsce w centrum Skopje, mały park położony opodal pomnika. Zbierają się tam młodzi ludzie by posiedzieć, pograć w Zośkę, pogadać. Są tacy, których można tam znaleźć co wieczór; nie trzeba płacić za wstęp, za obsługę, jest swobodnie, blisko do sklepu z winem i piwem, swojsko. Ostatnio niektórzy okresowo unikają Majki Teresy ze względu na  kilkakrotne kontrole policyjne oraz reportarz ekipy telewizyjnej. Alkoholowo – narkotykowe kula, praktykowane co wieczór, nie jest dobrze widziane przez władze; powoli następuje „(U)Europeizacja” przestrzeni publicznej; nie wolno już pić alkoholu w miejscach taich jak park, co do niedawna było legalne. Jak na razie jednak, przepisy te są bardzo rzadko egzekwowane i można cieszyć się, bezkarnie ich nie przestrzegając.

Kej

Przytulona do Wardaru, oddzielona murem przeciwpowodziowym od centrum miasta i spojrzeń innych, alejka wzdłuż rzeki, ukraszona drzewami i ławkami. Na kej przyjemnie się przespacerować, szczególnie gdy jest gorąco. Można usiąść z widokiem na Wardar, zrelaksować się. Kej to popularne miejsce randek. Idąc wieczorem ścieżką, niemożliwym jest nie widzieć całujących się par, od których odwracają wzrok starsi spacerowicze z psami.  Za bezpieczny brzeg Wardaru uchodzi ten przylegający do „macedońskiej” części miasta, drugi jakby nie istniał.

Park Miejski

Jak to park miejski :) Trawa, drzewa, ławki, fontanna, scena.

 

 

Pociągiem do Prilepu…

Że „cały świat to Żupa”, zrozumiałam już jakiś czas temu, lecz świadomość nie jest równoznaczna z byciem przygotowaną na spotkanie w skrajnie „żupskim” wymiarze. Mieliśmy cały przedział dla nas pięciorga (my, Słowenki i Milan) i podróż upływała błogo, spokojnie… Obecność Milana na korytarzu (cierpiący na wieczne ADHD poznawcze nie mógł siedzieć tak długo) okazała się być pretekstem dla mężczyzny, który od początku podróży regularnie krążył po wagonie, zaglądając do nas. Mimo trudności w porozumieniu, zdołał zapytać, kim jesteśmy i uzyskać pozwolenie na poznanie nas.

Pierwsze spojrzenie, i wiadomo, jaki to typ: śliskie spojrzenie, charakterystyczny (dla wtajemniczonych: niczym krewny Pana Stopy) wygląd, i „uśmiech”… Jako że siedziałam najbliżej drzwi, Katia spała a Petra i Gosia zajęte były rozmową, wypadło na mnie; a może to też wina nieumiejętności bardziej agresywnego zaznaczania granic. „Co zrobisz, by wysłać mnie do Polski?” „nie mam takiej mocy”. Siedzący przede mną muzułmanin, z matki Bośniaczki i ojca Albańczyka, ponawiał to pytanie kilkakrotnie, mimo, że powiedziałam jasno: koniec tematu, dość. Chwalił się, że będąc kilka lat we Włoszech, „poznał dużo Polek”, uśmiechając się jednoznacznie. Teraz ma problemy z uzyskaniem wizy… biedaczek, a ma tam tylu krewnych, przyjaciół, i te wszystkie Polki… przed końcem rozmowy zaproponował mi 5000 euro za małżeństwo dla wizy: „wiesz, nie taki w cerkwi, tylko cywilny…”. Poznaj siłę Szengen ;)

Macedońska kawa

Podczas poprzednich czterech pobytów w Macedonii przywykłam, by małą, mocną kawę parzoną w giezvie, podawaną w małych filiżankach, nazywać :tursko kafe (kawa turecka). Panowanie Turków osmańskich pozostawiło wiele „poturczyzmów”, widocznych w niektórych zwyczajach, potrawach, języku i mimo że – podobno- w Turcji owa turecka kawa wygląda i smakuje nieco inaczej, na większości obszaru Bałkan tak właśnie się ją nazywa. Dlatego, między innymi, to, co irytowało mnie podczas pobytu w Grecji, to codzienny nacjonalizm: tureckiej kawy nie ma, jest grecka. Jeśli ktokolwiek rozróżni je na podstawie smaku, będę go podejrzewać o zdolność jasnowidzenia ;)

Kilka razy, w Skopje, spotkałam się z żartobliwym określaniem tureckiej kawy jako macedońskiej. „Makedonsko kafe!” mówi ktoś, łącząc śmiech z gestem dumy. Żart, bo przecież prawdopodobnie wszyscy pijemy kawę pochodzącą z BrazyliiJ Lecz gdy w bufecie przy Instytucie zamówiłam kawę macedońską, kelner rozpromienił się w okamgnieniu. Także kilkoro moich znajomych, etnologów, historyków, niby żartując, piją kawę macedońską.

To, co mnie zaskoczyło dziś w kawiarni w starej czarsziji, to figurująca w menu „nationalno kafe”, czyli „kawa narodowa”. Kelner, ośmielony tym, że zamawiając poprosiłyśmy o macedońską, powiedział: cóż, normalne że to turecka, ale tak się ją czasem nazywa tutaj.

W takim „pomakedończaniu” nazwy można by się doszukiwać przejawów nacjonalizmu, ale postawa Macedończyków jest daleka od tego, co często reprezentują swoim zachowaniem Grecy, reagujący obrazą, oburzeniem, udający niezrozumienie, gdy chcesz zamówić „tursko…”.

Vodno

Razem z Milanem wybraliśmy się na Kiselą Vodę, by odwiedzić Gorjana i poznać ich ze sobą. Chcąc uniknąć chodzenia przy głównej trasie, szliśmy „na kierunek” przez osiedla, działki… potem wzięliśmy taxiJ

element polskosci…

Komunikacja pomiędzy Milanem i Gorjanem wymaga z ich strony telepatiiJ Milan coraz lepiej rozumie Macedoński, ma jednak blok przed mównie nim. Z kolei Gorjan ma wewnętrzny opór przed konwersacją po angielsku, w związku z czym używaliśmy slavian-esperantoJ

… continue reading this entry.

Gledanje na kafe

Blaze wrozyDopiero teraz, podczas piątego pobytu w Macedonii, moim oczom ukazało się coś, co praktykują prawie wszyscy: gledanje (patrzenie) na kafe, czyli wróżenie z fusów. Pierwsza zetknęła się z tym Gosia, kiedy nasza współlokatorka ze Strumicy wróżyła z kawy sąsiadkom. Kiedy w giezvie zaparzasz kawę po turecku, fusy unoszą się do góry i razem z kawą wlewają się do filiżanek, a utworzony z nich kożuch powoli osiada na dnie. Po wypiciu kawy, na dnie filiżanki pozostaje błotnista papka, którą powoli rozlewa się po brzegach filiżanki. Są różne szkoły otaczania ścianek filiżanki fusami… przykryta spodkiem filiżanka miesza powietrze i obraca się do góry dnem, a fusy spływają po ściankach i rozlewają się po spodku. Potem filiżanka wędruje na gazetę, chusteczkę, gdzie, nadal do góry dnem, schnie. Najczęściej gledaczem jednej filiżanki jest jedna osoba; do tej pory poznałam pięć patrzących dziewczyn i jednego chłopaka, a nie powiem, bym specjalnie ich szukała. Ujawniają się podczas zwyczajowego picia kawy, wskazani przez pytający wzrok osoby obracającej w dłoni opróżnioną filiżankę, pytającej: dali ke mi gledash? Patrzenie w kawę ma w sobie coś z jurtyJ Interpretację znaków zaczyna się od miejsca wyznaczonego przez ucho, dalej podążając zgodnie za wskazówkami zegara. Patrzący, na podstawie dostrzeżonych wśród wyschniętych fusów postaci, symboli, liczb, opowiada o teraźniejszości i przepowiada przyszłość. Wróżby najczęściej dotyczą miłości, relacji międzyludzkich, realizacji zamierzonych działań, zdrowia. Łatka na brzegu filiżanki jest zapowiedzą pocałunku. Po dotarciu do ucha, właściciel przepowiednie wypowiada w myślach życzenie i palcem lewej ręki (niektórzy twierdzą, że środkowy jest do tego celu najlepszy), odciska znak na dnie filiżanki. Z kształtu owego odcisku patrzący odczytuje szansę na spełnienie się życzenia. Podczas interpretowania fusianych symboli, język potoczny często zamienia się w mowę pełną metafor i stałych zwrotów, jak: ubava Ti e zelba (masz Łądne życzenie - jeśli ma się spełnić), nekoja smeja/plava mazka/zenska osoba… (jakaś ciemna/jasna męska/żeńska osoba) , imas trojka/5/13… (co najczęściej tłumaczone jest jako: za 3/5 dni, trzeciego, o piątej…) osoby, którym się wróży, często znają znaczenie symboli i czasem słychać tylko: masz delfina, masz królika. Są różne szkoły wróżenia: Można się nauczyć od koleżanek, lub odziedziczyć po mamie, babci. Często patrzącemu towarzyszą „dziwne” odczucia, takie jak: trzęsienie się dłoni, nagłe zmęczenie czy śmiech, a nawet płacz. Patrzenie na kawę jest najpopularniejszą techniką zaglądania w przyszłość wśród młodych prawosławnych Macedończyków, których dotąd poznałam. O ile spora część dziewczyn ujawnia wiarę we wróżbę, chłopaki okazują sceptycyzm, mówiąc: to tylko zabawa, głupoty… co nie oznacza, że o nią nie proszą.

« Poprzednie wpisy